|ZESPÓŁ|BIO|DYSKO|TEKSTY|VIDEO|MEDIA|KONCERTY|

| Wywiady | Recenzje | Zapisy czatów |
Na polskim rynku muzycznym niezwykle rzadko zdarzają się tak spektakularne wydawnictwa, jakim okazała się być płyta Czas Ludzi Cienia, którą po trzech latach powrócił zespół SWEET NOISE. Dlaczego nazywam to wydawnictwo spektakularnym? Przede wszystkim dlatego, że zespół za jego pomocą stworzył coś, czego w naszym kraju jeszcze nie było. To nie jest tylko kolejna płyta, to jest projekt, który znacznie wykracza swoim zasięgiem poza rejon samej muzyki. I właśnie o tym wszystkim udało mi się porozmawiać z Glacą. Zapraszam.

Na początku chciałbym porozmawiać o najnowszym dziele SWEET NOISE, czyli teledysku do utworu "Nie Było". Czy tym razem również wy jesteście autorami scenariusza?
Scenariusz jest mój. Sylwia (Lato - manager zespołu przyp. aut.) dorzuciła pomysł zajrzenia z kamerą do polskich domów, do fanów, zarejestrowania tego tak naprawdę, bez kreacji. I rozwinęliśmy ten pomysł. Wsiedliśmy do samochodu, wizja stała się realnym światem i zaczęliśmy jeździć po domach. Było ich około czterdziestu, graliśmy tam, śpiewałem, często byłem z X-ami, w paru domach był cały skład, w paru Henry i Magik. Zespół został sfilmowany w Kineapolis, bardzo niecodziennym miejscu. To jest potężne, olbrzymie kino w Poznaniu, z potężną salą. Osią tego teledysku są zdjęcia, które wykonaliśmy w Kuźni. Są to zdjęcia postaci, która tworzy X-y, rozrysowuje, planuje. Postać w masce - skrzyżowanie takiego Quasimodo z bestią i z Frankensteinem. Chcieliśmy dać tym postaciom pewien początek, narodziny, dać im życie i ożywiliśmy je właśnie w tym wideoklipie. Co mogę więcej powiedzieć? Jestem absolutnie dumny z tego, że dokonaliśmy kolejnego kroku, kolejnej przemiany, że jest na tyle inny od "Dzisiaj mnie kochasz..." na ile chciałem. Jest motoryczny, pokazuje zespół w taki sposób, w jaki myślę, że dawno nie został pokazany żaden zespół. Indywidualność każdego z nas jest tam bardzo zaznaczona i chciałem to właśnie utrzymać w tym klimacie, żeby pokazać muzyków SN z każdej strony. Poza tym pojawiły się pierwszy raz w naszej historii efekty 3D - wspaniale zrobione, naprawdę na najwyższym, światowym poziomie przez firmę Lightcraft. To jest coś takiego, że nagle, oglądając telewizję, masz przez trzy minuty czterdzieści siedem sekund prawdziwe kino w domu - jeżeli masz duży ekran. Absolutny wizualny fajerwerk. Coś specjalnego, co wykracza poza ramy, jakie daje tylko pokazanie grającego zespołu.

Czy macie w planach stworzenie kolejnych wideoklipów do utworów z płyty Czas Ludzi Cienia?
Tak. Ja teraz chciałbym nakręcić teledysk do utworu "Wszystko". Nie wiem kiedy on się pojawi, ale chciałbym aby pojawił się przed trasą. Nie wiem jeszcze również jaki będzie, ale chciałbym, żeby był. Jest potrzeba pokazania większej liczby utworów.

Ok. Cofnijmy się trochę w czasie. Kiedy rozpoczęliście prace nad materiałem na Czas Ludzi Cienia i jak przebiegał proces twórczy?
Pomysł na to, żeby ona powstała zrodził się dawniej niż trzy lata temu. To było gdzieś tam naturalne, że chcieliśmy nagrać następną płytę. Po Końcu Wieku graliśmy dużo koncertów w całej Polsce, w Czechach, na Węgrzech, parokrotnie zmienił się skład. Trasa ta trwała praktycznie dwa lata, oczywiście z przerwami, nie było to granie ciągiem. Ale myślę, że ten performance nabrał bardzo pięknych kształtów i takim momentem kulminacyjnym było Węgorzewo, nie pamiętam, który to był rok, pewnie ze dwa lata temu. Duża scena, dobry czas, zagraliśmy cały set. To doszło do takiej formy, że przedstawialiśmy całą płytę na koncertach. Wtedy zaistniały po raz pierwszy maski. Nie wiedzieliśmy w którym kierunku zespół powinien się rozwijać i jak to wszystko ma wyglądać. Bardzo chcieliśmy uniknąć zamknięcia się w jakichś ramach. Sweet Noise to jest taki projekt, który zawsze potrzebował dużo wolności artystycznej i przypisywanie nas do jednego gatunku przestało nam dawno pasować. Jasno postawiliśmy sprawę - że jeżeli nie wpadniemy na pomysł jak rozwinąć SN, to nie wydamy następnej płyty. I czekaliśmy na jakieś znaki, każdy inspirował się po swojemu. Właściwie zostaliśmy tylko ja z Magikiem. Były pomysły grania z automatem - ja i Magik, odrodzenia SN w jakiejś takiej ultra punkowej wersji - dwóch muzyków, programowane bębny. Miałem już tak dość poszukiwania kolejnych składów i rozmów - było tego naprawdę bardzo dużo. Dużo nadziei, dużo zawodów osobistych i artystycznych. I w końcu doszedł do nas Henry z jakąś taką naprawdę mocną energią i przeświadczeniem, że chce z nami nagrać następny album. Zaczęliśmy na nowo tworzyć utwory. Proces od momentu pisania piosenek do wydania płyty trwał trzy lata. Rok zajęło pisanie materiału, w zupełnie żywym składzie, pisanie tekstów, przygotowywanie wszystkiego. W momencie, kiedy zabraliśmy się za stronę produkcyjną praktycznie 95% kompozycji była gotowa i one po prostu nabierały kształtu. Kształtu, który zadziwił chyba wszystkich, również nas samych. Chociaż praktycznie miałem wizję bardzo mocno poukładaną. Chciałem połączyć gitary z potężnymi basami - z basem z maszyn, z syntezatorów, które wtedy zacząłem poznawać. Pierwszy był Virus, Virus B, pod koniec produkcji kupiliśmy jeszcze Novation Supernova. Chciałem połączyć te basy z beatem, nie wykorzystując żywych bębnów, tylko zaprogramowany beat. W to wszystko chcieliśmy wmieszać bardzo mocno i odważnie postawioną elektronikę. Zacząłem też szukać różnych petentów na nagranie wokali. Chciałem, żeby były czytelne, bardzo komunikatywne i tak naprawdę zaczął wtedy powstawać styl SWEET NOISE, jaki jest na płycie Czas Ludzi Cienia. Praca była ciężka, gdyż jesteśmy zarówno realizatorami, jak i producentami. Ale to była poważna, dobra szkoła i wydaje mi się, że teraz to zaowocuje.

Dlaczego zdecydowaliście się na tak znaczącą zmianę stylu, na tak poważne odejście od tego, co zaprezentowaliście na poprzednich albumach?
To była potrzeba czucia się wolnym i wypowiadania się. Jest coś takiego, że dojrzewasz jako muzyk, jako człowiek i język, którym się posługiwałeś jakiś czas temu staje się nie wystarczającym do wyrażania ciebie, twoich emocji. Ja wierzę w to, że można się przez całe życie zmieniać i ewoluować. Czerpać z przeszłości to, co najlepsze, dawać temu zupełnie nowy kształt, nowy wymiar. I nie czułem się nigdy jako muzyk zobowiązany do grania tylko metalu czy hardcore'a w sensie czystości gatunku, czy nie wychodzenia poza pewne ramy, które wyznacza ktoś, kto jest jakby liderem danego trendu. Na przykład Marilyn Manson, Ranzor, Korn, kiedyś Sepultura, Biohazard - oni wyznaczają pewne ramy i nikt raczej się nie wychyla poza nie. Aż znowu zjawi się ktoś, kto jest nowym liderem i przesuwa to trochę dalej i tak to podąża. Ja nie chciałem podążać za nikim, chciałem żebyśmy to my przesunęli granice tak daleko, że staniemy się jakby bardziej SWEET NOISE niż heavy metal, bardziej SWEET NOISE niż hardcore i to było takie poszukiwanie własnego ja. Czego słuchałem? To były płyty Tricky'ego, to był Massive Attack, to były bardzo wyrafinowane brzmieniowo sprawy. Z drugiej strony chciałem pozostawić tą dzikość, która była w SN, pozostawić przekaz, posunąć go jeszcze dalej, sprawić, że to on będzie ostrzem. Przecież nie zawsze ostrzem muszą być gitary, może to być sens, przekaz, w to wierzę i stąd zmiana stylistyki. Przede wszystkim też chcieliśmy wszystkich absolutnie zadziwić, znokautować polski rynek pomysłem na muzykę, pomysłem na produkcję, na niecodzienność, na oryginalność i myślę, że bez takiej zmiany stylistycznej powrót po trzech latach nie byłby tak spektakularny, zauważalny, jak ten, który nastąpił. Myślę, że prawdę o tym czy jesteśmy szczerzy znamy w 100 % prawdopodobnie tylko my, a w znacznym stopniu ci, których poznajemy osobiście, chociażby na trasie, mówię o fanach.

Koniec Wieku był w bardzo wyraźny sposób koncept albumem, zarówno w sferze tekstowej, jak i muzycznej. Czy Czas Ludzi Cienia według ciebie jest również w jakiś sposób powiązaną całością?
Tak, jako taki spływ myśli ze świadomości, z podświadomości nawet bardziej. Długo siedziałem, nie pisałem nic, czytałem, medytowałem, zastanawiałem się jak to wszystko powinno być poukładane. I te słowa po prostu zaczęły spływać na kartki. Są na pewno powiązane w pewien sposób, może mają jeszcze bardziej spójny charakter. Wszystkie pisane są z pozycji, którą niektórzy zaczęli nazywać pozycją cienia. To jest pozycja, która jest bardziej wycofana w stosunku i do mainstreamu i jakiejś takiej pogoni. Pozycja, z której można więcej zauważyć, z której można się zastanowić, spojrzeć krytycznym okiem, postawić alternatywną tezę. Więc pod tym względem ten projekt jest na pewno w takim samym stopniu koncept albumem i nawet nie tylko albumem, bo to wykroczyło daleko poza album. To jest koncepcyjny projekt, w którym ważne jest wszystko, jest bardzo multimedialny, czyli ważna jest strona internetowa, ważne są występy live, ważne są teledyski, ważny jest dźwięk i ważne jest słowo. To jest poważna kwestia zbicia tego razem i największym skarbem myślę jest to, że ta ekipa, która współtworzyła na początku Czas Ludzi Cienia do teraz jest razem, do teraz ten sam człowiek zajmuje się sweetnoise.org itd. Drugi klip powstał z Góreckim. Więc można sobie wyobrazić jak mocno to jest wszystko ze sobą powiązane przez grupę ludzi, która poczuła w tym swoją energię, swoją szansę.

Czas Ludzi Cienia pod względem przekazu jest chyba najmocniejszą i najbardziej radykalną w dorobku SWEET NOISE. Skąd powstała potrzeba czegoś aż tak mocnego?
Potrzeba wynika z tego, że... W pewnym momencie bardzo się uspokoiłem, gdzieś tak po Końcu Wieku. Na pewno jestem buntownikiem od dawna, nie wiem od jak dawna i co tak naprawdę zaczęło mnie denerwować i boleć. Myślę, że najbardziej krzywda ludzka, dysproporcje w tym jak ludzie żyją, świadomość tego, że obok tych, którzy żyją w totalnym bogactwie, są ci, którzy cierpią biedę, nędzę, gdzieś umierają z głodu, kiedy tak naprawdę inni pławią się w luksusach i kłamstwie. Nigdy nie znosiłem okłamywania ludzi, wykorzystywania ich energii i mocy. I był taki moment, że wydawało mi się, że w Polsce dojdzie do ewidentnej poprawy, w tym jak się ludziom żyje. I nie czułem potrzeby drążenia dalej buntu. Aż w pewnym momencie to wszystko, co było tak naprawdę iluzją opadło i okazało się, że nic nie jest tak piękne jak miało być, że ci, którzy zastąpili stary system również potrafią kraść, również kradną, również oszukują, manipulują, zupełnie w innym wymiarze, używają nowych sposobów, nowych socjotechnik. W nowy sposób wykorzystują media do tego żeby manipulować tłumem. Potrafią sprawić iluzje takich czasów, które są bezproblematyczne, kolorowe, jarmarczne, gdzie tak naprawdę wcale to tak nie wygląda. Wystarczy wyjechać poza duże miasta, porozmawiać z ludźmi i spostrzec, że ich życie jest szare i jest smutne. Wtedy zaczęły się rodzić te teksty i chęć nazwania niektórych rzeczy po imieniu. Również pewne przejścia w biznesie muzycznym, który mnie totalnie rozczarował. Nie wiedziałem, że tak naprawdę pakujemy się w taką samotność wchodząc w muzykę - w ten rodzaj sztuki, gdzie będzie tak mało partnerów do dialogu, do tworzenia czegoś razem, że będzie otaczała nas w pewnym momencie tak totalna beznadzieja, świat pozbawiony pasji, energii. To doświadczenie zrodziło na pewno również tą płytę.

Jeszcze przed ukazaniem się płyty, natomiast po waszym występie na Woodstock 2001 pojawiły się na internetowych chatach i forach, że Glaca nie ma już pomysłów, że się wypalił i dlatego opiera teksty na przekleństwach itd. itp. Jak odpowiedziałbyś na takie zarzuty, szczególnie, iż niektóre pochodziły od muzyków różnych zespołów?
Czytałem parę z tych wypowiedzi, ale one opierały się gdzieś na wyrwanych z kontekstu sloganów i strof z tej płyty. Oprócz tego, że powiedzmy "Skurwiel" ma taki refren, jaki ma, to są tam zwrotki, w których padają zupełnie inne słowa - jest to głęboki tekst. Jest też utwór "Patrz" i mógłbym wymienić jeszcze wiele innych. Wiesz, w odróżnieniu od wielu z tych osób, które mi to zarzucały i od tych muzyków, ja nie uprawiam pustosłowia. Wielu z nich niestety to pustosłowie uprawia. A co może być piękniejszego od uczucia, kiedy stoisz przed potężną publicznością, która śpiewa "Dzisiaj mnie kochasz...", czy chociażby "Skurwiela", czy "Nie Było", tak jakby to był ich tekst, ich życie, ich przeżycia. To publiczność weryfikuje tak naprawdę czy słowo pozostanie, czy po prostu przeminie i jakby nikt nie będzie pamiętał, ani tekstu ani utworu. Więc ja życzę tym wszystkim ludziom, żeby mieli przynajmniej tyle tak ważnych utworów jak ma SN i niech zajmą się tworzeniem swojego świata, tworzenia mocnej sceny, a nie rzucaniem nam się do gardła, bo to w tej chwili nic im nie da. Ale mają prawo wypowiadać swoje zdanie. Natomiast ja uważam, że gdyby nie było głębi, to nie tworzyłbym tego trzy lata. Mogę teksty pisać codziennie, ale uważam, iż bez sensu jest pisanie takich rzeczy bez głębi, dlatego na razie czekam aż zrodzą się myśli do napisania następnych.

Chciałbym abyśmy porozmawiali o stronie wizualnej SWEET NOISE, która teraz zaczęło odgrywać o wiele ważniejszą rolę. Skąd pomysł na coś aż tak dużego?
Właśnie tak jak powiedziałeś - była to potrzeba zorganizowania czegoś dużego. Była to potrzeba działania na ludzi mocno. Pokazania im jakby świata realnego, świata naszych fantazji, pokazania im również tego, co nas inspiruje. Lubimy również prowokacje, chcemy prowokować, prowokować przede wszystkim do myślenia i to było jak desant. Tak naprawdę zespół nie istniał i można było się pojawić na wiele sposobów. Wybraliśmy więc taki, który sprawi, że oczy wszystkich skierują się na nas i wtedy to nam pozwoliło umieścić w eterze naszą płytę, która doprowadziła w końcu do YACH'ów, na których mogłem powiedzieć to, co powiedziałem. I to jest to. To jest dla mnie może nie constans rebelia, ale są takie chwile gdzie mamy wpływ na rzeczywistość, gdzie możemy ludziom przekazać nasze, czasem bardzo wywrotowe, poglądy i to jest olbrzymi sukces. Natomiast wszystko było tak opracowane od początku, żeby nie można było tego projektu zgasić, zdeptać i przemilczeć.

Powróćmy jeszcze na chwile do wizualnej części SN. Jak powstała idea X-ów i dlaczego wogóle zdecydowaliście się na używanie masek?
Dlatego, że chcieliśmy cały czas utrzymać drogę symboliki w SN. I X-y są dla mnie symbolem człowieka skonfrontowanego z systemem. Znaczy tak system postrzega, a właściwie nie postrzega jednostek jako takich. Jednostka się nie liczy, jednostka nie ma głosu, nie ma bezpośredniego wpływu na rzeczywistość, poza czasami wyborów. Choć i tak ma to formę bardziej przedstawienia i jarmarcznego pozyskiwania głosów niż sprawy, która ma cokolwiek wspólnego z uczciwością. I dlatego chcieliśmy mieć te tajemnicze postacie, w które może się wczuć każdy, spróbować spojrzeć zza takiej maski i wyobrazić sobie jak inni go postrzegają. Nie ma głosu, nie ma imienia, nie ma twarzy. Ale ten symbol uważam, bardzo mocno podziałał, jeżeli nawet nie świadomie jest postrzegany przez fanów, to może bardziej podświadomie. Każdy gdzieś tam jest X-em, w pewnej masie i tak to rozumiem.

Przygotowaliście potężny spektakl sceniczny, który teoretycznie stworzony jest na duże sceny. Mówiłeś również, że nie chciałbyś grać "okrojonych" koncertów. Czy nie obawiasz się, że w polskich warunkach znacznie ograniczy to liczbę miejsc, do których będziecie mogli dotrzeć? Czy nie obawiasz się, że ze względów technicznych nie będziecie mogli zagrać wszędzie tam, gdzie czekają na was fani?
Wiesz co - czas pokaże jak tak naprawdę będziemy mogli to zrobić. Nie upieram się nad tym, żeby grać tylko w dużych miejscach. Czekam cały czas, dlatego że album cały czas bardzo dobrze się sprzedaje, to znaczy, że grono ludzi, którzy byliby zainteresowani tymi koncertami również rośnie i poczekamy jeszcze jakiś czas. Nawet gdyby to nie miały być wielkie hale, to uważam, że jesteśmy w stanie zrobić w większych klubach również wyjątkowe koncerty i na pewno SWEET NOISE zagra w wielu miejscach, gdzie ludzie chcą go zobaczyć. Tego bym się nie obawiał. Jest to na pewno bardzo ambitna próba dążenia do zrobienia dużych, spektakularnych koncertów, ale trudno nie być elastycznym. Ja zawsze byłem elastyczny. Jak się okazuje, że pewne warianty są niemożliwe, to trzeba znaleźć inne. Zobaczymy jak to będzie. Na pewno będziemy grali i duże koncerty i w klubach również.

Słów kilka na temat gości, którzy wzięli udział w nagrywaniu nowej płyty.
No, więc tak: Red. Red towarzyszył nam od dość wczesnego momentu tworzenia albumu. On nam przedstawił w sumie sample, przy nas zrobił parę beatów. Dał nam kilka pomysłów rytmicznych, które wykorzystaliśmy. Dosłownie parę dźwięków na płycie jest również jego. Ale z pewnością otworzył nam głowy w jakiś sposób i za to jestem mu wdzięczny. On jest również autorem słowa NOISENATION i pierwszy wykorzystał ten znak na swojej płycie. I tyle co do Reda. Jest to na pewno nasz przyjaciel, tak chcę go postrzegać. A Ania Jopek naprawdę była spełnieniem pewnych marzeń o połączeniu wody z ogniem. I kiedy zgodziła się zaśpiewać po wysłuchaniu demo, byłem bardzo szczęśliwy, chociaż dla mnie sprawa była w jakiś sposób naturalna. Wiedziałem, że ceni nas i że jej zachwyt nad zespołem jest prawdziwy i szczery. Zawsze postrzegałem SWEET NOISE jako coś bardzo, bardzo wartościowego. Dałem temu z jednej strony życie, a z drugiej miałem zawsze przy sobie Magika, który według mnie jest dużo lepszym muzykiem niż ja. Ja jestem intuicyjnym wokalistą, ja pisze teksty, ale Magik jest absolutnym perfekcjonistą jeśli chodzi o dźwięki, harmonie, gitarę, jeżeli chodzi o wykonywanie - wszystko. To naprawdę jest człowiek, któremu zawierzam w 100 %, pytam się czy jest czysto, czy jest równo, czy jest dobrze i jego wypowiedź twierdząca upewnia mnie, że mam do czynienia z czymś najwyższej miary i wiem, że wszystko, co stworzył na tych płytach było absolutnie przemyślane i harmonicznie bliskie doskonałości. To jest coś, czego jakby świat rockowy w Polsce nie zauważył. Od wielu płyt - o - ściana gitar, hałas, metal. A metal jest różny. Jest przecież zespół Death i Chuck - totalna, absolutna perfekcja w graniu szybkich, mocnych rzeczy. I okazuje się, że bardziej zrozumiała nas Anna Maria Jopek niż... Ale żeby słyszeć pewne rzeczy i wiedzieć ile czasu zajęło to ludziom i jak trzeba być muzycznie dobrym, często mogą zrozumieć ludzie, którzy potrafią szerzej patrzeć na muzykę, wiedzą że niektóre rzeczy nie są przypadkowe. Tak mi się wydaje. Dlatego to, co zaśpiewała jest absolutnie cudowne i stworzyliśmy przez to zupełnie nową jakość. Cieszę się, że dało jej to tyle satysfakcji i że zaistniała z nami na Woodstock na telebimach. Na pewno było to duże przeżycie, tak jak jej przyjazd do studia, sesja, bardzo udana, dobre wokale - super!

Czym jest NOISENATION?
To jest słowo, hasło - na razie nie jest to wytwórnia, które ma jednoczyć artystów, twórców, poetów, muzyków, rysowników, malarzy, graficiarzy - ludzi, którzy wypowiadają się przez sztukę. Stawialiśmy tylko na jedno - muszą to być szczerzy, twórczy ludzie. Wytypowaliśmy na początek paru spośród w większości fanów SN i były to rzeczy na tyle piękne i poruszające, że zaistniały na naszej stronie. W tej chwili już jest ich więcej, można poczytać, popatrzeć, posłuchać. Chcieliśmy dać pewnym ludziom siłę, pomóc im jakby wyjść z cienia, z ukrycia, przekazywać innym obrazy, słowa, dźwięki. Dać im tą szansę, której w życiu często nie mają. Są z różnych miejsc, a Internet łączy można powiedzieć właściwie wszystkich - i z dużych miast i z małych i z wsi. Wystarczy, że się podepniesz kompem, wyślesz nam swoje prace i jeżeli one są dobre, jeżeli na nas działają to tam są. Wiem, że wielu osobom dało to masę pozytywnej energii i to było naszym głównym zamiarem. Wkrótce pojawią się tam prace Bartka Rogalewicza, artysty już z poważnymi osiągnięciami na szerszym terytorium - który dociera do ludzi, działa na nich itd. Członkiem NN jest wybitny artysta, malarz, rzeźbiarz i performer - Vahan Bego. Vahan jest autorem scenografii Sweet Noise z Woodstock 2002 i oprawy plastycznej video "Nie było. Zagrał też ojca X w tym teledysku. I to będzie rosło mam nadzieję, może w przyszłości poszukiwacze nowych twarzy będą również zaglądali na NOISENATION i stąd wyłapywali kolejne nazwiska. To dało nam na pewno napęd, dlatego, że ci ludzie dają adres strony innym, którym chcą pokazać, że tam są i to tworzy sieć, to tworzy scenę, której mi brakowało. Nikt z nami nie chciał współtworzyć sceny, ani Acid Drinkers, ani kiedyś Illusion... Przez pewien czas Vader - ale wiadomo, potem zajęty był globalnie itd. I to, że ta scena nie powstała, w tej chwili jest jakby powodem jej śmierci. Bo gdyby te zespoły wymieniały energię i nie byłoby tego, co w Polsce jest tak bardzo przyjęte, czyli zawiści i zazdrości, gdyby tego nie było, to w tej chwili myślę, że działoby się zupełnie inaczej. Byłyby duże trasy, jeździłby SN z Acidem, jeździłby ktośtam z kimś itd. itd. i ludzie czuliby, że jest scena. A uważam, że tego brakuje polskiej publice. Jest przecież potężna scena hip-hopowa, w której jest wielu wykonawców i potężna publiczność, która czuje, że jest razem i że artyści, pomimo różnych animozji i kłótni również się konsolidują - to tworzy od razu popyt na gazety i na płyty. To wywiera nacisk na media, które mówią - o - teraz hip-hop. I nie widzę powodu, dla którego nie miałoby się mówić np. teraz heavy czy hardcore, czy rock, czy teraz cokolwiek. I to zostało po prostu totalnie rozpieprzone właśnie przez brak dużej sceny.

Jak widzisz przyszłość SWEET NOISE, czy macie w planach wydanie płyty za granicą?
Chcemy się zmierzyć z projektem, który będzie naszym zachodnim wydawnictwem. Myślę, że jesteśmy w takim punkcie, gdzie to się powinno teraz odbyć. Mamy poważne linki i do Stanów i do Anglii, do bardzo poważnych osób, które są zainteresowane, które słuchały Czas Ludzi Cienia i pozytywnie odbierają to, co robimy. Mówią, że to jest nowa rzecz, nowy wymiar i że możemy pchnąć muzykę tam, gdzie jeszcze nikt jej nie pchnął. I to jest naszym celem. Powoli będziemy się do tego zabierać. To nie znaczy, że opuszczamy kogokolwiek tutaj, ale to jest nasza naturalna droga rozwoju. Uderzyliśmy mocno, sądzę, że żadne płyty nie będą smakowały teraz po C.L.C. tak jak smakowały. Myślę, że to było głównym celem - podnieść poprzeczkę. Trzeba robić rzeczy lepsze i nie nabijać ludzi w butelkę, czyli nie robić tego, co robi bardzo wiele osób, zespołów, wytwórnie itd. Myślę, że cel został osiągnięty. Zespół SWEET NOISE żeby działać z pełnym impetem musi stać się w niedalekiej przyszłości jakby międzynarodowym projektem, który zawsze będzie miał swoje korzenie i swoją taką prawdziwą bazę tutaj. Zobaczymy. To trudno teraz mówić, że będzie wracał, jak jeszcze nie wyjechał itd., ale jest to na pewno nasz cel. Skonfrontować się z tym - zrobić taki odważny krok. Postawiliśmy na to wszystko właściwie. Umiemy robić i robimy właśnie to, ale to musi również dać utrzymanie nam i naszym rodzinom. To przestało być już tylko hobby - to stało się całym naszym życiem i dlatego musimy działać szerzej.

Czy zachodnie wydawnictwo, o którym mówisz ma być zupełnie nową płytą, czy tak anglojęzyczną wersją Czasu...?
To będzie zupełnie nowa płyta. Możliwe, że wykorzystamy część rzeczy, które powstały na tą płytę, ale z pewnością powstanie dużo, dużo nowych. Nie wiem jak to będzie wyglądało, gdyż jeszcze się za to nie zabraliśmy. Generalnie będzie to start z tego miejsca, w którym powstał C.L.C. i myślę, że na razie bardzo mocno znaleźliśmy takie swoje "ja" i nie sądzę, żeby następny krok był również tak daleką odskocznią od tej płyty, jaką ta była od Końca Wieku. Bardziej chciałbym zgłębić tę materię i to zajmie nam na pewno dużo czasu.

Albumy Getto i Koniec Wieku były wydawane za granicą. Czy uważasz, że ludzie ciągle was tam pamiętają, czy też można będzie wasz nowy album traktować jako "kolejny" debiut na zachodzie?
W jakiś sposób sądzę, że jesteśmy kojarzeni, ale wiesz jak to jest. Czas strasznie szybko podąża, pojawiają się nowe zespoły i nowe trendy. Nie sądzę, aby wiele osób pamiętało o nas. Na pewno nie jest to totalny początek, wielu artystów na świecie dostało nasze płyty dzięki Sylwii, która rozdawała je gdzie mogła. Dostałem parę telefonów od ludzi z zespołu TOOL, telefonów, gdzie w tle leciał Czas Ludzi Cienia, w których mówili, że to zajebiste, dziękowali, że im to wysłaliśmy itd. itd. Oni też rzucają ziarno tu i tam, więc spoko - czuję coraz większą moc do zrobienia tego. Myślę, że będzie dobrze.

Kiedy więc należy się tego wydawnictwa spodziewać i czy będzie ono dostępne również w Polsce?
Na pewno będzie w Polsce. Zajmie nam to może rok, może dłużej. Chciałbym się zmieścić w dwóch latach.

Czy rozważacie w związku z tymi planami również możliwość wyprowadzenia się z Polski?
Na razie wogóle o tym nie myślę. Zastanawiam się jak to wszystko zrobić i potem to życie zadecyduje i losy takiego projektu. Zaczyna się jeździć, grać koncerty, to wszystko staje się naturalne i twoja baza musi być tam, a nie gdzie indziej. Ja nie jestem przywiązany mocno do miejsca. Jestem bardziej przywiązany do ludzi i z tym byłoby mi najtrudniej sobie poradzić. Muszę to jednak poukładać - mieć z nimi kontakt i zawsze coś dla nich tworzyć itd. Myślę również, że Polacy też potrzebują kogoś, kto zrobi taki międzynarodowy wyłom na dużą skalę.
Info

Tytuł: Wywiad Vividu: Sweet Noise - Wywiad z Glacą
Rozmawiał: Przemek Łucyan
Data: XX.XX.2002
Źródło: www.vivid.pl

<< Powrót




STRONA GŁÓWNA :: INFO :: BANERY :: FORUM :: FACEBOOK

© 2003-2025 www.SWEETNOISE.one.pl |  stat4u | Projekt i wykonanie strony: longas