|ZESPÓŁ|BIO|DYSKO|TEKSTY|VIDEO|MEDIA|KONCERTY|

| Wywiady | Recenzje | Zapisy czatów |
Po raz pierwszy w magazynie Teges prezentujemy rozmowę z artystą, którą przeprowadziła jedna z naszych czytelniczek. Uczennica gimnazjum, Justyna Szczudłowska, spotkała się z Glacą – kontrowersyjnym liderem zespołu Sweet Noise – i specjalnie dla Was dowiedziała się wielu ciekawych rzeczy z jego przeszłości, a także tego, czym zajmuje się obecnie i jakie są jego plany na przyszłość.

Czemu postanowiłeś zostać muzykiem?
Byłem od najmłodszych lat rozerwany między światem matki a ojca, czyli między Polską a Sudanem, między religiami muzułmańską i katolicką, między tym, co dobre i złe. To przyniosło wiele plusów, poznałem dwie różne opcje, dwa inne spojrzenia na podobne sprawy. Chciałem się w tym odnaleźć i zrobiłem to przez negację faktu, że muszę być wyznawcą jakiejś religii – zacząłem wierzyć w siebie, w człowieka, dużo później w słowo. Miałem ogromną potrzebę wypowiedzenia się na temat tych wszystkich przeżyć i zdarzeń nie dających mi spokoju, doświadczeń. Z tym wiązał się ból, bo pytania typu „Kto jest lepszy – mama czy tata, Allach czy Jezus?” sprawiają, że to nas nieświadomie boli i odbija się na naszym życiu. Niektórzy pytają, skąd tyle bólu w naszej twórczości. Nie wiem do końca, ale tamte przeżycia miały na to pewien wpływ. Musiałem się wypowiedzieć, bo pewnie bym zwariował albo odpadł. Był czas, kiedy ból przez wiele lat uśmierzałem alkoholem. W 1994 r. przestałem pić i chciałem grać muzę, w której mogłem trzeźwo przekazywać swoje poglądy.

Jaki jest Twój autorytet? Kto wywarł na Tobie największe wrażenie? Na kim się wzorowałeś?
Ze względu na pewne ograniczenia głosowe nikogo nie podrabiałem (na szczęście), bo nie potrafiłem. Karmiłem się energią ludzi. Kochałem dwa zespoły: AC/DC i The Beatles – taka mieszanka. A... i jeszcze Police, ale ich na początku nie mogłem przyswoić. Za to żywa muzyka AC/DC trafiła do mnie. Stałem się ich wielkim fanem, zbierałem plakaty, biegałem po domu z rakietą tenisową udając Angusa Younga, znałem na pamięć wszystkie solówki. To moi idole muzyczni. Cenię też pisarza Hermana Hesse, większość dzieł Michała Anioła, jego życie, pasję, drogę artystyczną. Inspirował mnie Lech Wałęsa, jego zryw – w ogóle Polska mnie bardzo inspiruje – ten zryw przeciwko komunizmowi, przeciwko reżimowi, gdzie brat z bratem walczyli o wolność. A teraz cierpię, bo ci sami bracia dzisiaj rzucają się sobie do gardeł i ci, którzy walczyli o ten kraj, teraz go niszczą. To boli, bo ja czuję ten kraj, utożsamiając się z najbiedniejszymi ludźmi. Bardzo dużo z nimi rozmawiałem w miejscu, w którym się wychowałem – w małym mieście koło Poznania. Tam mam najwięcej przyjaciół nie-muzyków, którzy ciężko pracują, by zarobić na chleb. Wstydzę się za klasę robotniczą i jej nie toleruję, bo jako kraj wygraliśmy wielką batalię i to nie musiało się tak skończyć. Mogliśmy być bardzo dumni z naszego państwa, a teraz ten trud został roztrwoniony, bo ludzie, z którymi walczył Wałęsa, siedzą dziś na najwyższych krzesłach i śmieją się wszystkim w twarz.

Pewnie najbardziej chciałbyś zagrać z AC/DC, gdybyś oczywiście miał taką możliwość. A z kim za żadne pieniądze byś tego nie zrobił?
Nie zagrałbym z takimi pseudogwiazdkami, które nie zostały wybrane przez konfrontację twarzą w twarz ze słuchaczami, tylko przez esemesowo-mediową nagonkę. Z tymi ludźmi nie chcę mieć nic wspólnego muzycznie, ale nie mówię, że to się nigdy nie zdarzy, bo różnie bywa. Jednak chcę to kontrolować. Moim marzeniem jest grać z zespołami, które mają jakieś idee do przekazania i nie jest to jakieś bardzo zawężone grono, może się w nim znaleźć punk, heavy metal, soul czy hip-hop.

Fani czekali na Waszą płytę 3 lata. Ile będą musieli czekać na kolejną i czym ich zaskoczycie?
Na pewno cała będzie zaskoczeniem.

Teraz zagraliście z Peją i Edytą Górniak.
Na płytę „Czas ludzi cienia” fani czekali 3 lata, natomiast Revolta była rodzajem epilogu. Nowa płyta musi być zaskoczeniem. Wchodzimy na nowe tereny muzyczne i chcemy grać muzykę, która jest w nas i której nie będziemy się wstydzić. Na razie wiem, że to będzie piękna, bardzo nowoczesna, czasem bardzo ciężka, czasem delikatna muza i słowo dla ludzi, bo chcemy, żeby to niosło treści ponadczasowe, żeby można je było interpretować. Nie chcemy być zaszufladkowani w jednej kategorii – to jest zbyt proste. Jest w Polsce człowiek, oprócz mojego partnera muzycznego Magika, który pomaga mi w trzymaniu się swoich idei – Vahan Bego. Jego sztuka obecna jest w Sweet Noise od 3 lat. To rzeźbiarz i malarz z Armenii, który robi z nami wielkie, spektakularne akcje - ostatnio zawiózł do Armenii całą ideę „Czasu ludzi cienia” oraz „Revolty” i – jak sam twierdzi – po emisji pierwszego naszego teledysku poczuł w Armenii zapach revolty, tej ulicznej, poderwanie się przeciwko jakimś systemom. Bego mówi nam, byśmy tworzyli rzeczy ponadczasowe, ale żeby opowiadały o tym, co się tu dzieje.

Jako muzyk byłeś zapewne na wielu koncertach. Który z nich wywarł na Tobie największe wrażenie?
Koncert AC/CD oczywiście – naprawdę bardzo się wzruszyłem. Widziałem piękny koncert Sepultury i na pewno zapamiętam koncerty zespołu Tool, których widziałem trzy. Każdy był inny. To są ludzie, z którymi czuję się w pewien sposób związany. Oni należą do grona magicznych osób, które poznałem. Marzę o tym, aby dalej spotykać takich ludzi – poświęconych idei i sztuce. Ja też tak żyję. Naszym życiem jest tworzenie nowej płyty. Ludzie, którzy oskarżają nas o jakąś komercję, nic nie wiedzą o prawdziwym tworzeniu muzy – o bólu, gdy nie możesz czegoś zrobić, o radości, gdy powstanie następna część kawałka, o tym, ile to ciebie kosztuje. Gdy robisz płytę, łącząc różne rodzaje muzyki, to nikogo nie możesz naśladować i wtedy zaczyna się to, o czym mówił Michał Anioł - cierpienie i ekstaza.

Jaka, Twoim zdaniem, będzie przyszłość muzyki rockowej?
Mizerna... Rock jest strachliwy i bojaźliwy. Potężne zespoły, jak Dezerter, Armia czy Acid Drinkers, nie budzą żadnych dreszczy. Nie burzą żadnych porządków czy ładów, a taki powinien być rock – niepokorny, wywrotowy, nieokiełznany. W Polsce nie jest taki i myślę, że nie spełnia oczekiwań ludzi, bo to nie jest kraj, w którym wszystko jest poukładane. Jesteśmy świadkami przekrętów, oszukiwania i okradania państwa. Te osoby, które nas okradają, stają się ikonami pop-kultury, śpiewa się o nich piosenki, drwi się z tego, nosi się na koszulkach. Dla mnie to jest hańba, ogłupienie. Chociaż trzeba wierzyć, ze przyszłość będzie jak najlepsza.

Ja też w to wierzę.... Mam jeszcze jedno pytanie. Czy jest coś, co chciałbyś przekazać czytelnikom Teges'a.
Niech jeszcze raz zainspiruje was rok ’81. Chciałbym dożyć chwili, kiedy Polacy sami posprzątają to, co nabałaganili i powrócą do tego, kim naprawdę są. Dla mnie Polacy są dumnym, fajnym, pięknym, choć skrzywdzonym przez życie i polityków narodem. Pokochałem ten naród przez pryzmat poetów, obrazów, historii, zrywów, Powstania Warszawskiego i te wszystkie historie pozostawiły we mnie obraz narodu, którego nie można długo oszukiwać i omamiać. Myślę, ze miarka się przebrała. Zróbcie to, co należy zrobić.
Info

Tytuł: "Nowe Tereny Muzyczne" - Wywiad z Glacą
Rozmawiała: Justyna Szczudłowska
Data: 29.09.2004
Źródło: www.teges.pl

<< Powrót




STRONA GŁÓWNA :: INFO :: BANERY :: FORUM :: FACEBOOK

© 2003-2025 www.SWEETNOISE.one.pl |  stat4u | Projekt i wykonanie strony: longas