Wywiad przeprowadzony przy okazji podpisywania płyty CLC przez Sweet Noise w hipermarkecie Tesco (Ruda Śląska)
K: Co rozumiecie przez Czas Ludzi Cienia?
Glaca: Jest to obraz świata, Polski, ludzi, od których zależy coraz mniej, ludzi manipulowanych i kontrolowanych przez system.
K: Czy maski symbolizują takich ludzi?
Glaca: Jest to mocny znak, nie tylko dla fanów Sweet Noise. Ma być symbolem wartości. Chcieliśmy, aby każdy mógł spojrzeć zza takiej maski, ukryć się za nią.
K: Są tylko te dwa kostiumy, które widać na teledysku?
Glaca: Tak.
K: Nowa płyta jest w całości po polsku, czy to przejaw jakiegoś patriotyzmu?
Glaca: Patriotyzmu? Nie. Trudno stworzyć rockową muzykę tylko po polsku, stąd angielskie kawałki na poprzednich płytach, ale teraz zależało nam na pełnej komunikacji. Chcieliśmy aby płyta była w całości zrozumiana przez wszystkich.
K: Długo czekaliśmy na nową płytę, dlaczego?
Glaca: Bardzo szybko po wydaniu „Końca wieku” zaczęliśmy się zastanawiać, co dalej. Wpadały do głowy nowe pomysły, ale kiedy skończy się jedną część, człowiek zżywa się z muzyką. Chcieliśmy stworzyć coś nowego, oryginalnego, nie lubimy się powtarzać. Chcieliśmy być jeszcze bardziej zrozumiali dla większej ilości ludzi, stąd od A do Z wypowiedzieliśmy się po polsku. Nie chcieliśmy wypuszczać na rynek półfabrykatów – pomiędzy cztery czy pięć dobrych utworów wstawiać „wypełniaczy”. Pracowaliśmy długo, żeby nie było takich glutów. Zastanawialiśmy się jak nagrać płytę, jak zaśpiewać, pracowaliśmy bardzo dużo z komputerem. Chcieliśmy stworzyć pieśń o mocy, energii, zapalnik rzucany na ulice. Ćwiczyliśmy, jak bokser wagi ciężkiej, żeby znokautować.
K: Utwory na CLC w dużej mierze są anarchistyczne, skierowane przeciwko systemowi, czy rzeczywiście to samo zło?
Glaca: Można odnaleźć dobre rzeczy, ale w ludziach. System zbyt rzadko troszczy się o ludzi, trudno mi odnaleźć w tym coś dobrego, tylko naciski i manipulacja. Dominacja Kościoła skrzywia mental. Jesteś zły, jak nie jesteś „swojski”, jak nie wyglądasz konwencjonalnie. Żebyśmy się mogli spotkać musiało powstać Tesco. Miasto, zamiast na jakieś kluby, pieniądze wydaje się na hipermarkety. Brakuje takich miejsc. Znam ludzi, którzy orientują się w systemie, np. systemie szkolnym. Jednostki słabsze tyko się gnoi. Nie ma czegoś takiego, że się mówi: „w tym jesteś nienajlepszy, ale za to w tym nikt cię nigdy nie pobije”.
K: To jaką reformę proponujesz?
Glaca: Żadnych reform, tylko co poniektórym byśmy pokazali. Trzeba się stawiać, stawisz się – i dajesz radę lub nie.
K: A macie jakieś ulubione kawałki z CLC?
Henry Tod: Na pewno, ale nie te same. Gdyby zapytać każdego członka zespołu złożyłaby się cała płyta.
K: Dlaczego współpraca z Anną Marią Jopek? Nie ulegliście w ten sposób jakiejś komercji?
Glaca: Za każdym razem ludzie się pytają, czemu ona i czy to nie przypadkiem komercja. Chcieliśmy stworzyć coś wyjątkowego i chyba nam się udało. Ludzie sami powinni to ocenić.
K: W jaki sposób chcielibyście wykorzystać swój sukces?
Glaca: Aby pomagać innym ludziom. Współpracujemy z MARKOTem i MONARem, a także z „Dziećmi Ulicy”. Ponadto ludziom np. z Noise Nation. Mają tam możliwość publikacji swojej sztuki. Chcemy ułatwić im dostęp do show biznesu, gdzie są dyskryminowani i okradani. Nie ma samonapędzającej się machiny. Rynek to walka o przetrwanie, w każdej chwili można zniknąć, jak np. Illusion. W przyszłości chcielibyśmy wydać jakiś album z wybranych utworów, może jakieś koncerty?
K: W jaki sposób wybierzecie ludzi?
Glaca: Zdecydujemy sami, dużo zależy od ich wyjątkowości.
J: Co poradzilibyście młodym muzykom?
Glaca: Żeby grali i ćwiczyli. Żeby tworzyli rzeczy oryginalne, odrzucili wszystko i grali swoje. Nie liczyli na wydawnictwa, a na internet, żeby zalali internet swoimi utworami. Teraz wydawnictwa nie są zainteresowane promowaniem młodych ludzi, bardziej ich interesuje, skąd wyciągnąć od nich pieniądze.
K: Mówicie, że wydawnictwa tylko okradają, w jaki sposób wy sobie z tym dajecie radę?
Glaca: Sami wydaliśmy swoją płytę. Mówili, że to nie możliwe, ale pokryliśmy wszystkie koszty. Nie jesteśmy uzależnieni od wielkich wytwórni, czyli nie ma wpływów. Siłą jest net, nasza strona www.sweetnoise.org. Sama żyje swoim życiem. My obserwujemy.
K: Jakie macie plany na przyszłość, plany koncertowe?
Glaca: Na razie bez terminów, mamy większe projekty, które wymagają dużych hal. Chcemy połączyć koncerty z pokazami sportów ekstremalnych, sztuki ulicznej, ma to być forma otwarta. Chcemy pokazać ludziom to, co ich interesuje. Planujemy naprawdę duże koncerty lub bardzo małe, do stu osób w klubie i zamykamy drzwi. Nic na pół gwizdka, np. tak pięćset osób, to strategiczny plan. Żyjemy po to, żeby grać, ale stworzyliśmy coś, co zatacza szersze kręgi. Dlatego musicie poczekać, potrzebna jest wam cierpliwość.
K: Czy zamierzacie grać gdzieś poza granicami Polski?
Glaca: Graliśmy na Węgrzech parę lat temu. Kiedy przyjechaliśmy tam znowu po jakimś, czasie śpiewali z nami teksty piosenek, ale nie wiem na ile nasza muzyka w nich utkwiła. CLC powstał dla was, lepiej się skupić na jednym projekcie. W przyszłości jednak na pewno.
K: Co myślicie o takich koncertach, jak Woodstock i o jego idei?
Glaca: Do Woodstocku przekonał nas Owsiak. To prawda, że panuje wyjątkowy klimat i czuje się tą moc. Jesteśmy jednak przeciwni dawaniu darmowych koncertów, to gwóźdź do trumny, nie o to chodzi. Młode zespoły, które grają za darmo są oszukiwane przez firmy, które tylko myślą, jak wyżyłować jeszcze trochę forsy, ale jak nie będzie kasy dla artystów, to przestaną istnieć. Ludzie przyzwyczajają się do darmochy serwowanej przez stare gwiazdy rocka, które jadą za darmo. Mam w dupie Bajm, Lombard czy Lady Punk. Rynek musi zacząć istnieć, musi powstać scena z ludzi – kto gra i dla kogo.
K: Graliście dwa razy na Woodstocku, kiedy podobało się wam bardziej?
Glaca: Za każdym razem było inaczej. W zeszłym roku to był eksperyment, zagraliśmy kilka zupełnie wtedy nie znanych ludziom utworów. Od tamtej pory wiele rzeczy się zmieniło. Ludzie kojarzyli „Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz” z mediów. Startowaliśmy z innej pozycji i można było powiedzieć, że było lepiej. Pracowaliśmy tygodniami w skupieniu i całkowitej koncentracji. Daliśmy przedstawienie, to była forma bardzo otwarta, połączyliśmy różne dziedziny sztuki. Była to petarda dla ludzi.
K: Sami projektowaliście cały koncert?
Glaca: Pomysły są nasze, mamy projektantów, np. Bartek Rogalewicz, dostał dwie nagrody – Cyberkarykatury. Polecam stronę www.3ye.freeeye.net.
J: Co z używkami na waszych koncertach?
Magic: Kiedyś piliśmy np. 0,5 na dwóch przed koncertem i były wrażenia, ale teraz chcemy mieć trzeźwi kontakt z ludźmi i to już przeszło do historii. Czasem tylko marihuana, nie dajcie się jednak z żaden nałóg wpierdolić.
J: A czego słuchacie, kiedy np. przychodzicie do domu?
K: Jakie zespoły stanowią dla was wartość?
Glaca: Na przykład Tool gra dobrą muzykę, Portis Head czy Slayer – różnorodny gatunek.
K: A z Polski?
Glaca: Na polskim rynku jest tragicznie, ale np. None, w nich jest pasja i moc.
K: Jakie macie zainteresowania, poza muzyką?
Glaca: Żyjemy muzyką, w kraju trudno jest szybko coś rozmrozić. Nie mamy wakacji, praktycznie non stop praca, wszystko przed nami i wiele pomysłów. Intensywna działalność nie powala właściwie na inne zainteresowania.
K: Nie zdarza Ci się usiąść w domu z książką?
Glaca: Tak, czasem czytam.
K: A poza tym?
Magic: Ostatnio wyjechałem na tydzień nad morze. Wyłączyłem komórkę, spałem na plaży, czysty kontakt z naturą. Jest to dla mnie inspiracja – natura, rower...
Henry Tod: Jeszcze filmy i obserwacja ludzi, jedno właściwie łączy się z drugim. Teatr, taniec, ale tak naprawdę wszystko zmierza ku muzyce.
J: A co myślicie o projekcie Licy i Arce Noego?
Glaca: Bardzo szanuję Licę, choć jestem przeciwny wykorzystywaniu dzieci do tak twardego show biznesu.
Henry Tod: Dzieci są czyste, nie kumają, nie. Dziecko nie wszystko potrafi powiedzieć.
Glaca: Nie mam nic przeciwko katolickiej muzyce np. P.O.D. Podchodzą do tego z luzem, nie ma żadnych nachalnych symboli, słów czy deklaracji.
J: Czy wierzycie w Boga?
Glaca: Nie, nie wierzę, nie wiem. Zawsze mówię: „nie wiem” na takie pytania. Jestem zbyt mały czy słaby, żeby wiedzieć. My wierzymy w siebie, nie twierdzę, że nie ma Boga, ale to nie ma sensu, stawiać tezy, że Bóg jest albo, że Go nie ma i wybierać. Każdy ma prawo do swojego zdania i każdy może mieć rację. Wierzenie prowadzi w jakiś sposób do walki i podziałów, trzeba wielkiej tolerancji. Znam Arabów, którzy są naprawdę pokojowymi ludźmi, ale są fanatycy, którzy manipulują innymi i robią z Koranu księgę wojny. Nie wierzę w wyimaginowane bajki, to naprawdę ciężki temat.
K: Czyli tak po prostu sobie żyjecie, zero egzystencjonalizmu?
Magic: Tak, po prostu żyjemy. Żyjemy muzyką, SNem. Ogarnia mnie trwoga, że band miał problemy, był zagrożony. Przechodziliśmy wiele kryzysów, bo są założenia, sprawy, których się nie zdradza. Przez SN przewinęło się chyba ze stu ludzi, przesadziłem, ale wielu nie dawało rady. Teraz jest dziewięć osób na scenie i są to ludzie, którzy chcą na niej być.
J: A skąd takie stroje, czy to tylko przejaw buntu?
Glaca: Nie tylko. Nasz wizerunek skierowany jest w stronę mediów. Chcielibyśmy, aby zaczęto akceptować dziwności. Świat, Polska jest mało kolorowa, stąd masz wygląd wydaje się prowokujący i szokuje.
K: Sami szyjecie sobie ubrania?
Henry Tod: Nie do końca, projekty są nasze, wykonanie już nie.
K: A zdarza się wam czasem wejść do sklepu, robić zakupy? Jakie są reakcje ekspedientek?
Glaca: Tak, robimy zakupy, nie spotykamy się zawsze z jakimiś konkretnymi reakcjami.
K: Tatuaże to już rodzaj obsesji?
Glaca: To odjazd, przeżycie. Mamy zaprzyjaźnionych artystów, którzy robią projekty. Są to prace, które dotyczą wszystkich. Konsultujemy się z nimi.
K: Nie zdarza się wam po prostu iść ulicą i wejść do salonu?
Glaca: Nie ma na to czasu. Jeżeli ja mam czas za trzy tygodnie i artysta ma czas, to się spotykamy i tyle.
K: A co z bólem?
Henry Tod: Ból towarzyszy nam ciągle, jest potrzebny.
J: A co robiłeś, gdy byłeś w naszym wieku, tzn. kiedy miałeś osiemnaście lat?
Glaca: Kiedy miałem osiemnaście lat byłem w Sudanie i bardzo chciałem wtedy wrócić do Polski.
K: Jakim cudem znalazłeś się w Sudanie!?
Glaca: Mój ojciec jest Sudańczykiem. Jakoś moi rodzice się znaleźli.
K: Zawsze byłeś taki zbuntowany? Jak dogadujesz się z rodzicami?
Glaca: Buntowałem się zawsze, a teraz dogaduję się naprawdę dobrze.
K: Czy istniał zespół w twojej młodości, który był dla ciebie wzorem do naśladowania?
Glaca: Jak byłem młody zawsze słuchałem dużo AC/DC. Naprawdę dużo i kiedy poszedłem na ich koncert, że już nic nie poczuję, ale ogarnęło mnie mocne wzruszenie. Są dla mnie synonimem poświęcenia i ciężkiej pracy.
K: Jakie są reakcje waszych rodzin na to, co robicie?
Glaca: Od łez rozpaczy do ekstazy.
K: A twoja żona, nie ma nic przeciwko twojemu stylowi?
Glaca: Nie, nie wygląda tak samo, ale moja żona jest ostra.
K: A dzieci, wpływasz jakoś na córkę?
Glaca: Nie, sama śpiewa, tańczy, ma 3,5 roku. To ona podkładała głos do N.U.E.R.H.A. Chciałbym, żeby żyła swoim życiem, decydowała o sobie.
J: Co mógłbyś robić, gdyby nie było SN?
Glaca: Nic. Jedyna alternatywa to chyba pomaganie ludziom, nie mógłbym inaczej.
K: Macie bardzo dobry kontakt z fanami, co się stanie, kiedy będziecie mieć już ich dość?
Glaca: Koniec, najważniejsza jest lojalność wobec fanów. Trzeba umieć pożegnać się w wielkim stylu, tak jak Fight No More, a nie rzeźbić w gównie.
|