Rozmowa z Glacą, Magikiem i Henry Todem ze Sweet Noise
Z hukiem odeszliście z wielkiej wytwórni płytowej, demonstrujecie swój sprzeciw wobec reguł muzycznego rynku. Jak ten rynek wygląda?
Królują na nim ludzie, którzy w latach 80. żyli jak krezusi, jeździli w niekończące się trasy. Tym ludziom odbiło, oddalili się od słuchaczy, od tych, którzy żyją normalnym życiem, którzy potrzebują rzeczy prawdziwych. Oni zaczęli pisać dla mamony, pod rozgłośnie radiowe. Pod Zetkę, RMF, Eskę. Doszło do kuriozum: decyzja o miksie jest podejmowana przez naczelnego jednej z tych rozgłośni! Przychodzi komunikat: "Prosimy o cofnięcie gitar, bo my wam tego nie zagramy", albo "Refren jest za mało słodki". Albo pojawia się płyta tak potężnego zespołu jak Maanam, a człowiek w radio mówi "Za mroczne. Nie gramy.". Jak Cezar - palec w dół i kasacja!
A Radiostacja? Jak patrzycie na tą rozgłośnię?
Dla ludzi interesujących się alternatywnym graniem już jest po wszystkim. Ludzie którzy tam prezentowali muzykę stracili pracę. To jest bardzo krótkowzroczne. Jest wiele miejsc, gdzie widać, że są ludzie potrzebujący takiej muzyki, jednym z nich jest Przystanek Woodstock. Media powinny szukać sposobu, żeby do tych ludzi dotrzeć i nie można udawać, że ich nie ma, że są sprawą marginalną. Na pewno są to ludzie, którzy nie mają wiele pieniędzy, dlatego ci, którzy umieszczają reklamy w rozgłośniach, nie są nimi zainteresowani.
Poza układem jest jeszcze hip-hop...
Hip-hop wybija się, bo poszedł zupełnie innym obiegiem, "osiedlowym", z ręki do ręki. Tych ludzi jest wielu, jest między nimi zdrowa konkurencja, poza tym tą muzykę robi się łatwiej. Miejmy nadzieję, że nie uda się tego nikomu zmiażdżyć, choć widzę już wiele projektów "naśladujących". Ale ta młodzież nie da się już na to nabrać.
Kwestia wiarygodności jest kluczowa - nie tylko w hip-hopie...
Ostatnio oglądałem koncert Jennifer Lopez. Widać w tym było wielką pracę. Choć był to koncert popowy to szacunek dla każdej jednej osoby w tej hali był tak potężny, że nie było jednego procenta chałtury. Mówię to, bo nie jest tak, że wiarygodność dotyczy jednych a innych nie. Dotyczy muzyki. Gdy pojawiają się w muzyce pieniądze, to psim obowiązkiem muzyka jest szacunek dla publiki, zdobycie się na poświęcenie.
Kim są tytułowi "Ludzie cienia"? Z płyty płynie wniosek, że chcecie mówić ich głosem.
My zawsze staraliśmy się utrzymać umiejętność komunikowania się, czerpania natchnienia z tego co naprawdę się dzieje. Myślę, że nadal potrafimy wyjść na ulicę i rozmawiać z ludźmi, obojętnie kim są. O tym co robią, w co wierzą, jakiego Boga wyznają. Energia tych ludzi nakarmiła nas mocno. To są właśnie ludzie cienia, żyjący w ramach systemu, który coraz częściej ich zniewala, poniża, wykorzystuje, okrada. System przypomina sobie o nich w takim momencie jak teraz, gdy nadchodzą wybory. Tych ludzi w zestawieniu z elitami jest ilość potężna. Przyszłość jest ich, więc to, jak się ich traktuje wpływa na to jacy oni będą.
Jeśliby przyjąć, że mówicie ich głosem, to słychać w nim straszliwą wściekłość.
Mówimy po polsku, dzięki czemu te słowa trafiają najszybciej, bez żadnego tłumaczenia. To jest ten sam bunt, który był wtedy, gdy zaczynaliśmy, tylko podany w inny sposób.
No właśnie, ale czy refren tak ostry, jak "Spierdalaj skurwielu okradłeś mnie" nie wypacza swą wulgarnością sensu tego co chcecie przekazać?
Każdy ma swojego skurwiela. Niekoniecznie musi być to polityk, styl życia wielu ludzi sprowadza się do tego by okradać, oszukiwać. Tak robi się w każdym biznesie. Okrada się państwo, które okrada nas. Skurwiela niech każdy interpretuje sobie jak chce. Dokładnie widzimy, jak słowa działają. Pierwszy raz użyłem przekleństwa publicznie w "Rowerze Błażeja". Sielankowa rozmowa, sielankowo zaistniała w tej rozmowie jakaś rasistka, która korzystając z wolności słowa, przedstawiła swój stosunek do czarnych, że należy ich "wyczyścić". Słuchając jej myślałem, że jeśli odpowiem jej tak jak zawsze, adekwatnie do miejsca, to nie będzie żadnego efektu. Toteż zapytałem ją: "A chciałabyś pojechać do Stanów", "Tak, bardzo bym chciała". "A co by było, gdybyś wysiadła z samolotu, i usłyszała "Spierdalaj?". Czasem trzeba coś powiedzieć dobitnie, bo nikt tego nie usłyszy. Uśpiliśmy ludzi pewnym stylem bycia, i nagle nastąpiło mocne wejście. Ta płyta musiała być mocnym wejściem - jest bardziej niebezpieczna niż się wydaje jeśli chodzi o treść. Tworzenie dla niszy, jeśli my buntujemy się przeciwko sprawom globalnym i chcemy pomagać ludziom, byłoby bez celu.
Elementem integrującym wasze działania są ostatnio charakterystyczne maski z literą X. Jak rozumieć ich wymowę?
To są maski, za którymi może się kryć każdy i to jest właśnie symbol: człowiek skontrastowany z systemem. Człowiek, który nie ma twarzy, imienia, swojego ja i tak jest odbierany przez system. Maski to także jasny motyw, który prowadzi tą płytę, atakuje z wielu stron - z video, okładki płyty, z plakatów, z naszej strony www.sweetnoise.org. Ma jednoczyć tak jak muzyka Sweet Noise, Noisenation, czy, Noiserclub - nasz internetowy fanklub.
W jednym z utworów śpiewasz, że to wszystko dla "moich ludzi". Kogo miałeś na myśli?
Przez ostatnich parę lat dotarliśmy do absolutnej bariery wytrzymałości, jak bardzo można być samym w tym co się robi. Jesteśmy z Poznania, ale rockowy świat pozamykał przed nami drzwi. Obojętnie czy byli to Acid Drinkers czy Turbo, oni wszyscy nas nie tolerowali, zamiast podać sobie ręce, stworzyć mocną scenę. Gdy zdecydowaliśmy się robić płytę w składzie zostałem tylko ja i Magik, szybko doszedł Henry Tod. Zaczęliśmy robić materiał, burząc wszystkie dotychczasowe struktury, sięgnęliśmy po zupełnie nowych ludzi. Ważną postacią okazał się Red, który pokazał nam, że można robić muzykę zupełnie inaczej, otworzył oczy na nowe rozwiązania. Pojawił się też DJ Kostek, którzy dodał skrecze - on też myśli szerzej o muzyce, robi więcej rzeczy. To są właśnie nasi ludzie: ci którzy z tym zespołem zostali i ci, którzy teraz się pojawili.
Zaskakuje obecność Anny Marii Jopek, choć nie po raz pierwszy sięgnęliście po wokalistkę...
To nie był przypadek, jak kiedyś z Natalią Kukulską. Nie żebym tego żałował, ale w tym przypadku było inaczej. Myśleliśmy o Korze, ale z Anią znaliśmy się od dawna. Powstał pomysł, Glaca puścił jej piosenkę, przemyślała sprawę i 22 grudnia przyjechała do nas. Ona jest niebotycznie dobra - dziś śpiewa ze Sweet Noise, jutro z Patem Metheny i zawsze jest doskonała. Śpiewając bez żadnego tekstu zmieniła zupełnie tą piosenkę.
|