|ZESPÓŁ|BIO|DYSKO|TEKSTY|VIDEO|MEDIA|KONCERTY|

| Wywiady | Recenzje | Zapisy czatów |
Skąd w twoim życiorysie pojawiła się Afryka, jak tam trafiłeś?
Pierwszy raz do Afryki pojechałem z rodzicami, oni mieli pracę w Libii. To był czas takich wyjazdów z Polski do Afryki, zwłaszcza do Libii. Mama pracowała w szpitalu, ojciec projektował drogi.

Ile miałeś wtedy lat?
Siedem. To był pobyt bardzo dziwny, bo Libia była wtedy pod rządami Kadafiego, była totalitarnym państwem. Byliśmy zamknięci w takich małych grupach Polaków, które żyły w wielkich miastach. Wychowywałem się wśród młodzieży polskiej, młodych ludzi, dzieciaków, ale to było tak naprawdę tylko kilka osób...

...czyli można powiedzieć, że mieszkaliście w getcie białych ludzi?
Tak, stanowczo było to getto Polaków. Gdzieś tam z drugiej strony byli Koreańczycy, trochę Włochów. A otaczała nas często niechęć Libijczyków do nas jako do obcych, trochę taka niechęć jaką ma Pan do kogoś, kto wykonuje dla niego pracę. Byliśmy traktowani jak siła robocza - jedni byli lekarzami, drudzy budowali drogi... Ale Kadafi wbił Libijczykom do głowy, że są w ogóle... narodem wybranym. A to bogactwo, które było im dane przeżywać... Przed domami z blachy, albo lepiankami stały mercedesy, to była jedna z największych paranoi - oni nie przeszli jakichś pośrednich etapów, tylko z takich grot pasterskich przesiedli się od razu do mercedesów i to wiele zubożyło...

Wymień kraje afrykańskie, w których przebywałeś, jak je teraz wspominasz...?
Była to Libia, tam byłem trzy lata. Dobrze wspominam naturę, przyrodę, morze, w którym wielokrotnie się kąpałem - plaże libijskie znam i chyba zawsze będą one we mnie obecne, pełne muszli, skał i pięknego piachu. Te plaże były kompletnie nietknięte, dlatego, że w Libii nie ma tradycji kąpania się, korzystania z tych plaż, w związku z czym nie są zaśmiecone, są bardzo naturalne, dziewicze. Żyłem w Egipcie i to jest jeszcze inna historia, bardziej turystycznie nastawiona. Poznałem Kair - byłem tam sam i byłem tam też i z rodzicami. Tam przeżyłem jedną z największych przygód mego życia... Jako piętnastoletni chłopak podróżowałem do Sudanu samolotem i miałem międzylądowanie w Egipcie, w Kairze. Okazało się, że nie mam wizy wjazdowej do Sudanu i muszę zostać, starać się o wizę wjazdową. Nie miałem żadnych pieniędzy przy sobie. Wylądowałem w nocy, kiedy było bardzo ciemno przed lotniskiem w Kairze i musiałem sobie poradzić przez trzy dni. Nie znałem nikogo, nie miałem telefonu, nie maiłem ani grosza przy duszy. Ale coś mną wtedy kierowało - w nieznany sposób poznałem wtedy znajomych, ludzi, którzy dali mi lokum, zaprzyjaźniłem się z nimi. Poznałem życie stolicy i to nocne (w różnych jego aspektach) i dzienne. W końcu udało mi się zdobyć pieniądze w niekoniecznie uczciwy sposób, po prostu musiałem sobie jakoś radzić. Po raz pierwszy w życiu byłem postawiony w sytuacji, że musiałem zabrać pieniądze, żeby dotrzeć do mojego ojca, do miejsca, do którego jechałem... Kraj, w którym chyba najdłużej zyłem to jest Sudan. To już inna historia - to jest już taka głębsza Afryka. Tam miałem wielu przyjaciół, chodziłem do szkoły przez dwa, albo trzy lata. Najpierw buntowałem się przeciwko ich kulturze i temu, że byłem wyrwany z kultury europejskiej w tamto miejsce, ale w końcu pokochałem ich kulturę bardzo mocno i starałem się zasymilować i poznać życie od strony ulicy, uczestniczenia w życiu codziennym. W końcu doszło nawet do tego, ze chodziłem na targ, by kupować jakieś warzywa i targowałem się tak jak oni, nauczyłem się zbijać ceny, co jest tam wręcz rytuałem...

W Sudanie trafiłeś na nienajlepszy politycznie okres. Co się tam wtedy działo?
To był okres przejściowy. Był obecny zawód, marazm związany z taką nieudaną próbą demokracji w kraju, który zapominał co to jest kolonializm i starał się żyć sam dla siebie. To chyba nie do końca się udało i do głosu zaczęli dochodzić fundamentaliści. Ja wyjechałem w ostatnim okresie, w zasadzie tuż przed tym, jak oni przejęli władzę, ale byłem obecny przy zamieszkach, przy tym jak dochodzili do władzy...

...przepraszam, że przerwę, ale przypominają mi się takie Twoje słowa.. Opowiadałeś, ze znalazłeś się nagle w środku demonstracji. To jest dla Europejczyka rzecz nie do pojęcia: czym różni się demonstrujący tłum w Europie od tego w Afryce. Spróbowałbyś to opisać?
Na pewno i w Europie i w Polsce do niedawna dochodzi podczas demonstracji do aktów przemocy, ze strony policji, która po prostu bije tych, którzy protestują, używa form przemocy... Ale tam było to bardzo dzikie, lała się krew... Pamiętam pałki, które nie były z gumy, były to takie grube drewniane kije.. Wielki hałas... Te ciosy, które były zadawane.. W zasadzie nie zdziwiło by chyba nikogo, gdyby tam wtedy ktoś umarł. Akurat tak się nie stało, ale gdyby było inaczej, nie byłoby zaskoczenia. To był absolutny hardkor, wszystko było na ostrzu - obowiązują bardzo twarde zasady i przeżycia i przetrwania. Pamiętam, że wtedy myślałem tylko o jednym - jak przetrwać tę chwilę, jak sobie poradzić, jak się po prostu nie dać, jak uniknąć ciosów pałek i jak uniknąć tego, że po prostu zniknąłbym. Tam nie ma takich rzeczy jak ewidencja, jak dochodzenie swoich praw. To jest wszystko bardzo dzikie, bardzo umowne - ludzie znikają, ludzie się pojawiają, nikt ich nie spisuje, nikt dokładnie nie wie ilu ich jest, pod jakimi adresami mieszkają itd.

A jak oceniasz obraz Afryki przedstawiony przez Ryszarda Kapuścińskiego w książce "Heban"?
Zgadzam się z tym, że Kapuściński w "Hebanie" podsumował w paru zdaniach Afrykę. I chyba dojrzał w niej taką esencję, która tam jest bo jest w niej i dzikość i jest w niej piękno. Są tam rzeczy, o których sobie przypomniałem czytając akurat dana rzecz. Mnie jednak najbardziej urzekł taki.. brak pośpiechu - to, że wszystko jest troszeczkę wolniejsze i że nie pędzi w tak oszalały sposób do przodu i ludzie mają więcej czasu na takie czyste relacje: bycie z sobą, bycie w rodzinie, bycie blisko, rozmowy, mniej skomplikowane układy społeczne... Przynajmniej tak było w Sudanie, tam gdzie byłem, gdzie obserwowałem rzeczywistość. Nie ma tam takiego pędu do zajęcia pozycji społecznej - kariera nie jest tym, czym jest w świecie kultury zachodniej. Wiele rzeczy jest, jak sądzę, o wiele bardziej normalnych. Zdobywanie i konsumowanie dóbr nie jest aż tak ważne i to jest to czego mi najbardziej stamtąd brakuje obecnie. Tego, żeby człowiek był dla człowieka, żeby dochodziło do wymiany myśli, emocji, ciepła. Ten pęd z Zach odu sprawia, że tracimy wiele rzeczy, które tam są. Wszystko sprowadza się do tego, żeby pracować, żeby to dało utrzymanie, żeby było z kolei co zjeść, a potem, żeby wieczorem posiedzieć z bliskimi przed domem i gdzieś po prostu pójść. To było fajne - dużo czystych relacji między ludźmi.
Info

Tytuł: Glaca O Afryce
Rozmawiał: Marcin Cichoński
Data: 26.12.2002
Źródło: www.cgm.pl

<< Powrót




STRONA GŁÓWNA :: INFO :: BANERY :: FORUM :: FACEBOOK

© 2003-2025 www.SWEETNOISE.one.pl |  stat4u | Projekt i wykonanie strony: longas